|
Blog > Komentarze do wpisu
Dlaczego zostałem sympatykiem Krewetekibic piłkarski, przebywając na wakacjach, nie może nie pójśc na mecz drużyny z miasta, w którym się zatrzymał. Angielskie Morecambe zauroczyło mnie od pierwszego wejrzenia. Zaraz potem padło pytanie - czy mają tu klub i w jakiej lidze gra. Odpowiedź była prosta - Morecambe Football Club. Klasa rozrywkowa wrażenia nie zrobiła - League Two, czyli odpowiednilk polskiej czwartej ligi. A przydomek - cokolwiek słodki: Shrimps, czyli Krewetki. Podczas pierwszego pobytu w Morecambe, zdążyłem jedynie przyjrzeć się stadionowi. Jak na warunki angielskie nic specjalnego. Inaczej jak na warunki polskie. Takie obiekty widzi się u nas na pewno na pierwszej lidze. A i na ekstraklasie wciąż jeszcze nierzadko. Wkrótce jednak stary, poczciwy Christie Park, zostanie zamieniony na nowoczesną arenę po drugiej stronie miasta. - Grają dobrze, to im budują stadion - tłumaczy mój kolega, który na budowie pracuje jako ochroniarz, więc nowa arena będzie powstawała na jego oczach. Krewetki na Christie Park grają ostatni sezon. Proces pożegnania ze starym stadionem okrzyknięto hasłem "The End of the Era". Pięknie się złożyło, że moja wizyta na ich meczu przypadła akurat na inaugurację pożegnalnego z Christie Park sezonu. Morecambe zremisowało ze spadkowiczem z Hereford 2:2. Wyrównującą bramkę stracili w doliczonym czasie, a ja po meczu humor miałem dziwnie kiepskawy... Michał Okoński z Tygodnika Powszechnego napisał kiedyś, od czego zaczęła się jego fascynacja londyńskim Tottenhamem. Mój znajomy kibicuje Manchesterowi City tylko dlatego, że jego ulubionym kolorem jest błękit. Ja zostałem sympatykiem Krewetek z równie banalnych powodów. Bo dobrze kojarzy mi się miasto. Bo to pierwsza wizyta w Anglii, bo uliczki i domy są takie, jak na obrazkach w telewizji. W serialu "Co ludzie powiedzą" i w Monty Pythonie. Bo fascynuje mnie sposób, w jaki działa zespół czwartoligowy w Anglii. W swoim rodzinnymi mieście mam klub z czwartego frontu. W najlepszym razie wypuścili proporczyki na jubileusz 75-cio lecia. Krewetki mają profresjonalny sklepik klubowy - niewiele słabiej zaopatrzony od "Pasiastego Sklepu" i "Wiślackiego Świata" Wisły i Cracovii. Na mecz omal się nie spóźniłem. Chcąc kupić koszulkę stałem w sporej kolejce małych i dużych kibiców, chcących na inaugurację wystąpić na czerwono. I wreszcie ostatni powód. To właśnie tak nisko notowane kluby kojarzą mi się z angielską piłką. Kiedy zaczynała się moja fascynacja angielskim futbolem - poznawałem takie zespoły takie jak Crystal Palace, Nottingham Forest czy Queens Park Rangers (obecną Wielką Czwórkę znało się od zawsze). Wszystkie kiszą się teraz nisko, ale we własnym, czysto angielskim sosie. Arsenal, Liverpool FC, oba Mancherstery, Chelsea i cała reszta, są już markami ogólnoświatowymi. Nawet nazwy ich brzmią jakoś tak ogólnonarodowo... Aby poczuć angielskość - trzeba zejść najlepiej poniżej Championship. Tam szalenie trudno spotkać w składzie piłkarza, który nie jest Anglikiem... FC Morecambe w pięciu meczach w tym sezonie zanotował trzy remisy i dwie porażki. Wszystko wskazuje na to, że będę kibicem romantycznym...
sobota, 29 sierpnia 2009, m-skowronek
TrackBack
|
|