|
Blog > Komentarze do wpisu
Wspominam siebieNie czuję się osobą odpowiednią, by wspominać Zdzisława Ambroziaka. Powinni robić to ci, którzy go znali, którzy z nim pracowali lub uprawiali sport. Powspominam więc siebie, a wspomnień z Ambroziakiem w tle mam kilka. Nie wiem tylko czy tym tłem rzeczywiście był on, czy może ja. To właśnie redaktor Zdzisław komentował turniej siatkarski na Igrzyskach w Atlancie. Pierwsza na poważnie oglądana reprezentacja. I to jeszcze po nocy. Wtedy zaczynali młodziutcy Zagumny i Gruszka. Choć oczywiście wtedy ode mnie dużo starsi. Zadziwiająco dobrze to pamiętam, podobnie jak informację o jego śmierci. Wieczór bodaj sobotni. Uczyliśmy się z kolegami do egzaminu. Telewizor stał na podłodze, a "jedynka" mocno śnieżyła. Nie słyszałem nic, bo kumple gadali za głośno. Wystarczyło w wiadomościach sportowych zobaczyć czarno-białe zdjęcie w rogu ekranu. Kiedy przekazałem to reszcie na mieszkaniu, nikt się nie przejął. Nie miałem wśród znajomych zbyt wieku entuzjastów sportu. Przed kamerą Ambroziaka widywałem rzadko. Jak mówił to zawsze mocno gestykulował. Nawet jeśli w jednej z nich miał mikrofon i właśnie przeprowadzał z kimś rozmowę. Niedoścignionym marzeniem jest mówić tak jak on pięknie, a przede wszystkim mądrze. Nawet gestykulując. W radiu tego nie widać, a pomaga jak diabli. O jego twórczości publicystycznej pisałem pracę magisterską. Wypadło akurat na rok piłkarskich Mistrzostw Świata w Niemczech. Obroniłem się więc nie w lipcu, lecz w listopadzie. Praca jest parszywa i raczej się nim nie chwalę, ale dzięki niej mam w swoim archiwum bodaj wszystkie felietony Zdzisława Ambroziaka, które ukazały się w Gazecie Wyborczej. Przypominają, że warto uprawiać ten zawód i w którą stronę należy się piąć...
Zdzisław Ambroziak sobota, 23 stycznia 2010, m-skowronek
TrackBack
|
|