Blog sportowy Macieja Skowronka
niedziela, 07 lutego 2010

Zdaje się, że nie powinienem przyłączyć się do roztrząsających sprawę Johna Terrego. Wprawdzie to on był jednym z tych, dzięki którym rozkochała mnie w sobie Premier League (innymi byli Cantona, Kanczelskis i Henry), ale zdaje się, że nie powinno mnie interesować jego życie prywatne.

Zdaje się, że ono nie powinno obchodzić nikogo. Terry stracił opaskę kapitana nie z powodu nadmiernej aktywności seksualnej. Kryterium świątobliwości sprawiłoby bowiem, że znalezienie kandydata do tego miana byłoby prawdopodobnie niemożliwe...

Terry zapłacił po prostu przez przypadek za to, co napisały brukowce.

To wszystko przypomina mi sprawę senatora Krzysztofa Piesiewicza, którym po akcji Super Expressu zajęła się cała Polska.

Nie wiem czy byłoby podobnie, gdyby okazało się, że romansują Jerzy Dudek czy Kuba Błaszczykowski.

Jedno jest jednak pewne: Anglicy kochają piłkę tak jak my politykę.

sobota, 23 stycznia 2010

Nie czuję się osobą odpowiednią, by wspominać Zdzisława Ambroziaka. Powinni robić to ci, którzy go znali, którzy z nim pracowali lub uprawiali sport.

Powspominam więc siebie, a wspomnień z Ambroziakiem w tle mam kilka. Nie wiem tylko czy tym tłem rzeczywiście był on, czy może ja.

To właśnie redaktor Zdzisław komentował turniej siatkarski na Igrzyskach w Atlancie. Pierwsza na poważnie oglądana reprezentacja. I to jeszcze po nocy. Wtedy zaczynali młodziutcy Zagumny i Gruszka. Choć oczywiście wtedy ode mnie dużo starsi.

Zadziwiająco dobrze to pamiętam, podobnie jak informację o jego śmierci. Wieczór bodaj sobotni. Uczyliśmy się z kolegami do egzaminu. Telewizor stał na podłodze, a "jedynka" mocno śnieżyła. Nie słyszałem nic, bo kumple gadali za głośno. Wystarczyło w wiadomościach sportowych zobaczyć czarno-białe zdjęcie w rogu ekranu.

Kiedy przekazałem to reszcie na mieszkaniu, nikt się nie przejął. Nie miałem wśród znajomych zbyt wieku entuzjastów sportu.

Przed kamerą Ambroziaka widywałem rzadko. Jak mówił to zawsze mocno gestykulował. Nawet jeśli w jednej z nich miał mikrofon i właśnie przeprowadzał z kimś rozmowę.

Niedoścignionym marzeniem jest mówić tak jak on pięknie, a przede wszystkim mądrze. Nawet gestykulując. W radiu tego nie widać, a pomaga jak diabli.

O jego twórczości publicystycznej pisałem pracę magisterską. Wypadło akurat na rok piłkarskich Mistrzostw Świata w Niemczech. Obroniłem się więc nie w lipcu, lecz w listopadzie.

Praca jest parszywa i raczej się nim nie chwalę, ale dzięki niej mam w swoim archiwum bodaj wszystkie felietony Zdzisława Ambroziaka, które ukazały się w Gazecie Wyborczej.

Przypominają, że warto uprawiać ten zawód i w którą stronę należy się piąć...

Zdzisław Ambroziak

Zdzisław Ambroziak

poniedziałek, 04 stycznia 2010

To największy rak, jaki toczy polski sport. Pożera wszystko dookoła, sekcje, dyscypliny, a sama niewiele z siebie daje w zamian - Robert Radwański, ojciec tenisistki Agnieszki, o piłce nożnej (wywiad dla portalu Sport.pl)

środa, 30 grudnia 2009

Artur Wichniarek narzekał, że Leo Beenhakker pozwolił mu tylko przez 45 minut pokazać swe umiejętności przed Euro 2008. To było w towarzyskim meczu z Czechami. Trenerowi wystarczyło oglądać go przez jedną połowę, aby więcej go nie powoływać.

Po tym incydencie Wichniarek zapowiedział, że u Beenhakkera nie zagra.

Wszystko wskazuje na to, że nie zagra też u żadnego innego selekcjonera, choć właśnie znalazł się w doborowym towarzystwie Jensa Lehmana, Manichego, Alexandra Hleba.

Tyle tylko, że wszyscy weszli w skład najgorszej jedenastki Bundesligi w 2009 roku...

niedziela, 20 grudnia 2009

- Musimy się postarać o mocniejsze oświetlenie, bo po raz pierwszy polecimy w systemie HD - Rafał Legień, trener siatkarzy MOS-u Będzin. Po niespodziewanym zwycięstwie z AZS-em Częstochowa w 1/4 Pucharu Polski, drużyna zagra z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Mecz będzie transmitowała talewizja

wtorek, 08 grudnia 2009

Polski Związek Piłki Nożnej nie zgadza się na warunki, jakich zażądali współpracownicy trenera Franiszka Smudy. Lato i reszta niby oszczędzają, bo Franzowi zapłacą niewiele ponad połowę z tego, co zarabiał Beenhakker

Niemniej 40 tysięcy złotych miesięcznie dla Tomasza Wałdocha i 30 dla Jacka Kazimierskiego to kwoty, których piłkarski pracodawca ani myśli wpisywać do kontraktu.

I właśnie na tym polega różnica między trenerem polskim a zagranicznym.

Inna sprawa, że to pieniądze, o jakich standardowemu Polakowi w ciągu jednego miesiąca się nie śni...

czwartek, 19 listopada 2009

Pierwsze zwycięstwo nowego trenera z przeciwnikiem takim jak Kanada, jest wyczynem niespecjalnie godnym ekscytacji. O randze tego spotkania niech świadczy fakt, że na mecz w Bydgoszczy nie akredytował się żadnen kanadyjski dziennikarz!

W czasie telewizyjnej transmisji piłkarska ignorantka zapytała: A dobrze gra ta Kanada?

Jej kolega odpowiedział: Grają w piłkę mniej więcej tak jak my w curling...

06:55, m-skowronek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 listopada 2009

Jestem zwolennikiem luzu na antenie. Zwłaszcza w telewizji sportowej. Doceniam brak kompleksów u kolegów z Canal+. Gdy polskie siatkarki zdobywały w 2003 roku mistrzostwo Europy, trwał ważny mecz polskiej ekstraklasy. Komentatorzy nie omieszkiwali na bieżąco podawać wyniku z Turcji, mimo, iż spotkanie finałowe transmitował Eurosport. I nie sądzę że zadziałała tu tylko i wyłącznie pasja do siatkówki redaktora Laskowskiego, który owy polski mecz ligowy komentował.

Niedawno zaś panowie z Ligi Plus Ekstra z rozbrajającą szczerością stwierdzili: Zdajemy sobie sprawę, że przegrywamy z siatkarzami. Nasi też wtedy grali finał siatkarskiego Euro.

Nawet moja żona w zeszły poniedziałek pozytywnie zareagowała, kiedy panowie z nSport wywołali Sergiusza Ryczela Witaj Sergio.

Sergio w swej relacji mocno skrytykował organizację pierwszego zgrupowania reprezentacji Franciszka Smudy. Nie było formalnego rzecznika, ktory pomagałby dziennikarzom wykonywać swoje obowiązki w czasie pobytu w Grodzisku. Do podstawowych kontaktów z mediami miał być wytypowany... magazynier. Redaktor Ryczel mocno sie temu dziwił. A może po prostu ta sytuacja świadczy o tym, że polska piłka wreszcie znalazła się tam, gdzie jej miejsce?

Mimo to z zadziwiającą uwagą, sympatią i nadzieją wszyscy oczekują debiutu Franciszka Smudy. Trochę dlatego, że odnosi się on z sympatią do dziennikarzy, w przeciwieństwie do Leo Beenhakkera (mój Boże, jak to miło wrócić do dobrych czasów po trzech latach!). Zapytał ich nawet, jak ma się ubrać. Ci namówili go na garnitur. Z niecierpliwością oczekuję nowych szat trenera. Widok Smudy w garniturze - bezcenne.

16:06, m-skowronek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 października 2009

Że w polskiej piłce reprezentacyjnej wraca stare - czyli takie sprzed 10-15 lat - już powoli wiemy.

A że powoli - to jeszcze nie do końca. Dlatego jeszcze dziwią mnie mnie wypowiedzi Antoniego Piechniczka, choć może już nie powinny.

Najbardziej przeraża to, że w wywiadzie dla Sport.pl prezes Piechniczek wydaje się mówić całkowicie poważnie.

Najpierw cieszy się, że ze słabymi jak nigdy Czechami zagraliśmy JAK RÓWNY Z RÓWNYM przez JEDNĄ POŁOWĘ.

Potem rozpiera go duma, że w tej jednej połowie mieliśmy OSIEM RZUTÓW ROŻNYCH, a każdy z nich był bity INACZEJ, choć powodzenia rzecz jasna nie przyniósł.

Następnie pociesza się, że wprawdzie odpadliśmy, ale Czesi też odpadli.

Należy się poza tym cieszyć, że reprezentacja robi postępy. Ze Słowenią straciła trzy gole, a z Czechami tylko dwa. No a poza tym, ze Słowenią straciła już do przerwy. Z Czechami zaś dzielnie utrzymaliśmy 0:0 do przerwy...

Jeszcze niedawno Piechniczek przywoływał sukcesy kadry sprzed 27 lat. Teraz nie wypadało, więc postanowił wrócić do czasów swojej ostatniej, a nie pierwszej, przygody z kadrą.

Oto wówczas reprezentacja doznała honorowej porażki z Anglią na wyjeździe (1:2), wygrała z Mołdawią u siebie 2:1, osiągnęła niebywały sukces remisując u siebie z Włochami (0:0), by potem przegrać z nimi na wyjeździe (0:3), a na do widzenia trenerowi Piechniczkowi przegrała z Anglią 0:2.

Wówczas postęp był identyczny. Tylko rywale trochę lepsi...

Prezes Piechniczek zachowuje zatem pogodę ducha mimo, że jest gorzej niż wtedy, kiedy było źle...

20:49, m-skowronek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 października 2009

Stefan Majewski nic się nie zmienił. Kiedy trenował Cracovię, to też zdarzało mu się po spotkaniu bez punktów (albo z punktem, ale bez gola) mówić: Uważam, że rozegraliśmy dobre spotkanie.

Uśmiechaliśmy się wtedy z kolegami dziennikarzami. Kibice Cracovii natomiast, nienawidzący Majewskiego jak nikogo przedtem, dostawali przysłowiowego jobla.

Teraz, po meczu z Czechami, na dźwięk tych słów uśmiechają się absolutnie wszyscy...

16:28, m-skowronek
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38