Blog sportowy Macieja Skowronka
środa, 11 października 2017

- Rzut oka na strony najważniejszych amerykańskich gazet, NY Timesa i Washington Post, pokazuje, że z punktu widzenia USA, wydarzyła się rzecz istotna, ale nie aż tak bardzo. Bardziej dramat dyscypliny niż kraju - Marek Wawrzynowski, sportowefakty.wp.pl, po porażce piłkarzy USA z Trynidadem i Tobago, która pozbawiła ich awansu na MŚ w Rosji.

poniedziałek, 09 października 2017

Polacy przegrali w tych eliminacjach tylko jeden mecz. I musieli walczyć o awans do ostatnich chwil. Taka jest piłka.

Awans cieszy, ale w przesadną euforię nikt nie popada. To dobrze, bo w końcu doszliśmy do momentu, w którym awans zdaje się być czymś naturalnym, a nie sferą marzeń do spełnienia. 

Od 2002 roku z 9 wielkich turniejów piłkarskich dla kadr narodowych (czyli Euro i MŚ) byliśmy (i będziemy) na 6.

Co bardziej uważni (maruderzy) zwracają uwagę i trochę jak mantrę powtarzają, że "Nawałce sprzyjało szczeście". Bo z Czarnogórą na wyjeździe i z Armenią u siebie tośmy wygrali ledwo co, a i w niedzielę w decydującym spotkaniu wynik wyglądał lepiej, niż gra.

Tyle że o Niemcach czy o FC Barcelonie w takich okolicznościach powiedzianoby: Właśnie na tym polega profesjonalizm najlepszych drużyn. Jak trzeba, to i przy słabej grze zrobią tak, żeby osiągnąć swoje.

Nie jestem blisko reprezentacji, nie jest też powiedziane, że piłkarze i trenerzy w wywiadach mówią całą prawdę, ale jestem pewien, że wolny w końcówce meczu z Armenią w Warszawie był w pełni przemyślany i że nasi wiedzieli że strzelą z niego gola.

Cieszę się jak kibic Włoch, Niemiec czy Hiszpanii, czyli umiarkowanie. Umiarkowanie, ale z podwójnie, bo Adam Nawałka i część jego sztabu to ludzie z Krakowa. Wprawdzie ani Nawałka ani na przykład Bogdan Zając ostatnio nie są specjalnie ani obecni ani widoczni w Krakowie (zanim zwrócicie mi uwagę modnotuję, że Nawałka pochodzi z Rudawy, ciut na zachód od Krakowa), ale świadomość że pochodzi się z tych samych okolic jest po prostu cholernie miła!

Nieco milej się robi, kiedy okazuje się, że Polska będzie losowana z pierwszego koszyka. I to, że w grupie nie trafimy na jedną z kilku kłopotliwych drużyn, jest prawdziwą radością...

Niech to, co dzieje się od kilku miesięcy nie przysłoni nam faktów. Z Włochami, Hiszpanami, Niemcami, Francją czy na przykład z Brazylią, nie wygralibyśmy 9 z 10 spotkań.

Nie mamy też raczej prawa awansować do półfinału. Jeśli awansujemy, to wtedy będzie można powiedzieć, że Nawałce sprzyja szczęście.

 

ROSJA_20182

 

 

środa, 05 lipca 2017

Jak mawiał klasyk, piłka nożna to nie jest sprawa życia i śmierci. To coś znacznie poważniejszego. Tak zdają się myśleć kibice Wisły, którzy nie chcą wybaczyć Mączyńskiemu, że odchodzi do Legii

Kibic wciąż jest zdania, że zawód piłkarza to nie to samo, co inne zawody. I że nie działa tu prosta zasada pójścia tam gdzie dają większe pieniądze i lepsze warunki pracy.

Od innych wymagamy więcej, niż od siebie. Piłkarz wychowany w danym klubie nie ma prawa go porzucić. A pracownik firmy budowlanej remontującej ulicę powinien harować na trzy zmiany, żeby inwestycja utrudniająca życie skończyła się szybciej.

A czy my byśmy tak samo chcieli? Czy bez względu na wszystko każdy z Was zostałby w firmie, która dała Wam pierwszą pracę, nawet jeśli gdzie indziej zaproponowanoby Wam wyższą pensję i lepsze perspektywy?

Wszyscy już o tym napisali, więc tylko krótko przypomnę: Krzysztof Mączyński ma 30 lat, niedługo przestanie grać w piłkę, w Legii zarobi więcej i będzie miał szansę zagrać w Lidze Mistrzów, a jeśli nie, to będzie walczył o mistrzostwo Polski. Koniec, kropka.

A i też nie wiemy, jaka jest atmosfera w Wiśle. Może po prostu chce iść tam, gdzie będzie mu się lepiej pracowało? Czy każdy z nas nie postąpiłby tak samo?

Inna sprawa, że za dużo mówił. Niepotrzebne są publiczne deklaracje, że na pewno się zostanie w klubie, bo może być inaczej.

Nie warto tracić też energii na nadmierną aktywność w tak zwanych "socialach". To dotyczy zarówno piłkarza, jak i zionących nienawiścią kibiców.

Tym ostatnim chcę przytoczyć to, co zawsze powtarza mi kierownik wozu transmisyjnego, kiedy zbytnio się denerwuję pracą. Mówi: "Dzieci zdrowe?"

Daje mi w ten sposób do zrozumienia, że są rzeczy znacznie ważniejsze niż przejmowanie się robotą.

W tym przypadku - rzeczy ważniejsze od tego, czy piłkarz zostanie w ulubionej drużynie czy odejdzie. Na marginesie - za pieniądze, które klubowi szalenie się przydadzą.

Zmaganie się z konsekwencjami takiego obrotu sprawy zostawmy działaczom, trenerom i dyrektorowi sportowemu. To ich zadanie, aby załatać dziurę po czołowym pomocniku. I zrobić tak, żeby było dobrze.

Bo gdzie jak gdzie, ale w Wiśle rządzą ludzie, którym zależy klubie tak samo jak kibicom...

PIENIADZE2źródło: pixabay.com

 

poniedziałek, 27 marca 2017

To był piękny widok: cała drużyna, ze Stefanem Horngacherem na czele, z całym sztabem, na podium wznosi puchar tak jak się to robi na piłkarskich Mistrzostwach Świata, Euro i w Lidze MIstrzów.

Bo czemuż skoki naraciarskie miałyby być gorsze?

Okej, tę dyscyplinę ogląda pięć krajów "na krzyż". Ale 70 tysięcy ludzi w Planicy na finale sezonu (nie w Zakopanem) robi swoje.

Przybijanie "piątki" spodnią częścią pięści przez Hrongachera i Sobczyka powoli wchodzi do powszechnego użycia.

Miło jest widzieć w roli trenera gościa, którego kiedyś widziało się na skoczni, wśród najlepszych. Jest tak, że wszyscy chcą u nas pracować.

Po prostu się doczekaliśmy kolejnej dyscypliny, w której możemy być uznawani za najepszych.

I dobrze że Adam Małysz porzucił rajdy i zajął się tym, co trzeba. I że jest w tym wszystkim głosem rozsądku, bo ostrzega: ta drużyna nie będzie skakała wiecznie.

To jest jedyny kłopot, z którym sportowa Polska jeszcze sobie nie radzi. Tworzenie odpowiednio wcześnie następców...

FIS

czwartek, 09 marca 2017

 No to teraz już wiecie, za co kochamy futbol i inne dyscypliny.

Nie wiem czy to większa rzecz niż osławiony mecz Manchesteru United z Bayernem z 1999 roku. Bo tamto to jednak był finał Ligi Mistrzów.

To jest właśnie odpowiedź na Wasze zdziwienie - dlaczego na stadion przychodzi 50, 60, 70 czy 80 tysięcy widzów. I dlaczego telewizje płacą gigantyczne kwoty za prawa do transmisji. Bo wszyscy oni wiedzą, że może być właśnie tak jak we wtorek na Camp Nou.

Albo w meczu Polska-Norwegia w piłce ręcznej w 2009, kiedy biało-czerwoni na półtorej minuty przed końcem przegrywali z Norwegią 28:30 i... wygrali rzucając decydującego gola w ciągu "jednej Wenty".

Albo w siatkówce, kiedy przegrywając w setach 0:2 można wygrać 3:2 długo bijąc się w tie-breaku na przewagi.

Albo w koszu, gdzie decydujący rzut pada często wraz z końcową syreną.

Pewnie nawet to Was nie przekonuje i pewnie nadal będziecie uważali, że trochę zbyt serio do tego podchodzimy.

Otóż niekoniecznie. Sport to tylko rozrywka. Taka jak film, teatr czy muzyka. Jedni chodzą do kina, do filharmonii, inni chodzą na stadion i oglądają zawody w telewizji. Zawodowi sportowcy dostają pieniądze dokładnie tak samo jak aktorzy (fakt, może czasem za dużo, ale to już temat na inną dyskusję). 

Różnica jest tylko taka, że aktorzy odgrywają role, a sportowcy robią to naprawdę...

Mecz Polska-Norwegia, 1/4 finału MŚ 2009 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 137
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi
zBLOGowani.pl