Blog sportowy Macieja Skowronka
wtorek, 10 stycznia 2012

Zawsze było mi żal, że nie mogłem oglądać na własne oczy legendarnych piłkarskich bohaterów. I zachwycać się nimi wraz z całym światem.

Zawsze uważałem, że nieprawdopodobne szczęście mają ci, którzy mogli oglądać w akcji George'a Besta, Pelego czy Maradonę. 

Ja tego ostatniego pamiętam ze schyłku kariery. Van Bastenem i Gullitem byliśmy zaś sami, na podwórku. Wiedzieliśmy z kolegami, że są znani i dobrzy, ale byliśmy za mali żeby rozumieć ich grę.

Było mi żal, ale gdy patrzę na Leo Messiego, to już mi nie jest. O Argentyńczyku z podobnym żalem będą czytały nasze dzieci.

A Thierry Henry strzelił wczoraj gola w pierwszym meczu po powrocie do Arsenalu. Dokładnie w takim stylu jak wtedy, gdy odchodził do Barcelony...

źródło: eurosport.pl

niedziela, 08 stycznia 2012

Polscy piłkarze na kilka dni przed Euro zagrają towarzyski mecz z Andorą. Rywale zajmują 206. miejsce w rankingu FIFA. W swojej krótkiej, 15-letniej historii występów na międzynarodowej arenie, wygrali tylko trzy razy.

Ponoć to Franciszek Smuda zabiegał o jak najsłabszego sparingpartnera tuż przed turniejem. Wszystko po to, aby nastrzelać mu dużo bramek i poprawić w ten sposób morale drużyny.

A co jeśli tak samo myśli o nas Hiszpanie przed mistrzostwami świata w RPA?

15:51, m-skowronek , Euro 2012
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 stycznia 2012

Michał Żewłakow publicznie oznajmił, że po raz pierwszy od wielu lat przerwa zimowa trwała u niego trzy tygodnie.

Grając bowiem na zachodzie (to znaczy w Belgii, Grecji), a potem jeszcze w Turcji, po zakończeniu rundy jesiennej miał zaledwie kilka dni wolnego. A potem znów do roboty.

Wciąż nie rozumiem, dlaczego tak trudno wprowadzić w Polsce europejskie standardy. Skoro piłkarze, którzy pograli w innych ligach mówią już o nich mimochodem...

sobota, 03 grudnia 2011

Los ma to do siebie, że czasem lubi zrobić z ciebie idiotę. Mniej więcej na godzinę przed losowaniem Euro 2012, wspólnie z Markiem Gilarskim z Przeglądu Sportowego, pogrzebaliśmy nadzieję kibiców, którzy wymarzyli sobie grupę z Grecją, Rosją i Czechami. Redakcja dziennika wyliczyła bowiem, że szansa na wylosowanie takiego zestawienia wynosi jakieś 1,5 procenta.

W momencie kiedy ukazał się kartonik z napisem Russia, zacząłem pokładać się ze śmiechu.

Los sprzyja nam już na czwartej ważnej imprezie w ciągu dziesięciu lat. Sprzyja mimo, że polscy piłkarze do tej pory zachowywali się wyjątkowo niewdzięcznie.

Chodzi oczywiście o spektakularne zawalenie Mistrzostw Świata w Korei i Japonii, a później w Niemczech. I trochę mniej haniebny występ w Austrii i Szwajcarii na Euro.

W publikacjach prasowych i w kibicowskich komentarzach daje się zaś odczuć małą konsternację. Nie da się powiedzieć, że wyjście z grupy mamy w kieszeni, bo poprzednie imprezy pokazały co innego.

Nie można powiedzieć też, że to grupa trudna, bo w oczywisty sposób pozostałe są trudniejsze.

Pojawiły się więc głosy niezadowolenia, że to grupa... nudna i że w Polsce nie zobaczymy prawie w ogóle wielkich gwiazd.

Znać, że wreszcie dojrzeliśmy do tego, by mówić o sobie jako o piłkarskim trzecim świecie.

12:57, m-skowronek , Euro 2012
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 listopada 2011

Nie chodzi tu o uczucia patriotyczne, bo w przypadku orła na piłkarskich koszulkach przywoływanie ich byłoby brakiem konsekwencji.

Światowa federacja siatkówki od ładnych paru lat wręcz zakazuje umieszczania godła narodowego na reprezentacyjnych koszulkach. I nikt jeszcze z tego tragedii nie zrobił.

Polscy skoczkowie narciarscy występowali już chyba we wszystkich kolorach, ale najrzadziej w biało-czerwonym. I też wojny nie było.

Nie chodzi więc o to, że działacze i pezetpeenowscy panowie z marketingu skalali polską dumę, polskie godło i polską rację stanu. Chodzi zwyczajnie o tradycję. Od początku istnienia polskiej reprezentacji piłkarskiej graliśmy z orłami na piersi i nie rozumiem, po jaką cholerę ktoś postanowił to zmienić.

Nie przekonują mnie argumenty tak zwane biznesowe. Już bowiem widzę kibiców, kupujących i noszących koszulki z logiem znienawidzonego PZPN.

Wykurzenie tradycyjnego orzełka w Dzień Niepodległości i w sam raz na czas najważniejszej imprezy w historii naszego futbolu (Euro) pozwala sądzić, że odpowiedzialni za to marketingowcy może i znają się na marketingu, ale o piłce nożnej, o historii reprezentacji i o emocjach, jakie przez lata im towarzyszyły, nie mają zielonego pojęcia.

Owe powinni mieć zaś piłkarscy działacze z Grzegorzem Latą na czele. Ale nie mają, choć z zupełnie innych powodów.

Orzełki rzecz jasna wrócą na koszulki. Dziwi mnie tylko, jak ktokolwiek mógł pomyśleć, że kibice pozwolą na ich usunięcie. Na miejscu tych ludzi podałbym się do dymisji uznając, że brak mi kompetencji.

Przy okazji popsuli bowiem atmosferę wokół drużyny, która na Euro miała nie przynieść nam wstydu. Miała, bo w takim klimacie można już powoli przygotowywać się na występ podobny do tego z Włochami.

A kiedy kurz po orlej wojnie już opadnie przygotujmy się na kolejną awanturę. Firma ubierająca naszą kadrę zapewne wkrótce wypuści koszulki w kolorze granatowym, aby znów całą Polska o niej mówiła.

11:20, m-skowronek , Euro 2012
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 listopada 2011

Tę historię z pewnością już kiedyś przytaczałem, ale przypomina mi się ona przy okazji każdych Derbów Krakowa.

W ramach tak zwanej kiełbasy wyborczej, pewien kandydat, mający chody w Wiśle Kraków, przekazał kilka biletów czytelnikom lokalnej gazety, w której wówczas pracowałem.

Zainteresowanie konkursem było mniejsze niż oczekiwano i wspólnie z przyjaciółmi niewykorzystane bilety postanowiliśmy spożytkować.

Kandydat najwyraźniej chciał uśmiercić kilku potencjalnych swych wyborców, bo miejsca dla nich znajdowały się dokładnie na linii frontu - czyli tuż obok sektora gości.

W pierwszej połowie meczu koncentrowaliśmy się zatem na dbaniu o własne zdrowie, kuląc się przed fruwającymi z jednej strony na drugą przedmiotami.

Kolega, zapalony kibic Legii, skrzętnie ukrywał swoje preferencje, ale jakimś cudem sympatycy Białej Gwiazdy go wyczuli. Tak przynajmniej nam się wydawało, kiedy dostał w głowę krzesełkiem wyrwanym ze świeżo wybudowanej trybuny od strony Błoń.

Niesforny kibic został wprawdzie zrugany za niszczenie własnego stadionu, ale guz pozostał.

Drugą część meczu też ciężko było obserwować. Pierwszego kwadransa nie obejrzeliśmy w ogóle, bo przeszkodziły nam opary gazu pieprzowego, rozpylonego przez ochroniarzy.

Było jeszcze podpalenie patchworku złożonego z szalików Cracovii i stadionowe przyśpiewki, z których żadna nie zagrzewała Wiślaków do boju. W efekcie moja małżonka przestała chodzić na mecze - za wyjątkiem meczów reprezentacji.

U mnie z kolei tamta przygoda spowodowała niechęć do krakowskich derbów. Tylko okoliczności zawodowe mogą mnie zmusić do pójścia na stadion w taki dzień, jak 6. listopada.

Gorycz wzmaga fakt, że gdzie indziej wcale nie jest lepiej. W angielskich derbach północnego Londynu, tych z udziałem Arsenalu i Tottenhamu, od kibicowskich przyśpiewek włosy stawały dęba jeszcze bardziej.

Na szczęście w telewizji ich nie słychać. Można za to czasem obejrzeć bramkową kanonadę. Taką jak ta z meczu Kanonierów z Chelsea (5:3).

W jutrzejszym meczu Cracovii z Wisłą na podobne sportowe wrażenia pewnie nie ma co liczyć.

sobota, 22 października 2011

W końcu wyglądało to dobrze i w końcu nie trzeba się specjalnie czepiać. Wisła Kraków wygrała z Fulham w LE w sumie dość pewnie, choć skromnie. Byłoby miło teraz pójść za ciosem i wygrać całą resztę grupowych spotkań. No, może niech z Twente będzie remis, bądźmy rozsądni...

Nie wiem, co musi się stać, żeby stadion przy Reymonta znów był pełny. Obawiam się, że nawet półfinał Ligi Europejskiej może nie być wystarczającym wabikiem.

Trochę to zaskakujące, bo w kwalifikacjach do Champions League - od Skonto po Apoel, trybuny pękały w szwach. Byłem pewien, że w Krakowie nawet Ligę Europejską można traktować jak piłkarskie święto. Okazało się, że niekoniecznie. Mieli rację sceptycy mówiący, że dawny Puchar UEFA, choć w atrakcyjniejszej formie, Wiśle da niewiele.

Poznański Lech rok wcześniej był w o tyle lepszej sytuacji, że miał w grupie Manchester City i Juventus. Wiślacki Fulham to nie to samo. Lepsza byłaby powtórka z Tottenhamem, który w Lidze Mistrzów już bywał.

Ale Kolejorzowi stosowną otoczkę sporządzili też kibice. Bo niezależnie od wagi spotkania, na Bułgarską przychodzi ich tyle ile trzeba.

Stadion Białej Gwiazdy i w ogóle Kraków, wciąż pokutują za nieudaną walkę o Euro 2012. Już nieraz przypominałem, że gdyby nie perspektywa Mistrzostw Europy, obiekt przy Reymonta miałby około 20 tysięcy miejsc. Byłby tańszy i ładniejszy. A tak trzeba go było przeprojektować, aby trybuny miały odpowiednią pojemność.

Dwa lata temu zastanawialiśmy się, jak je zapełnić na co dzień. Albo przynajmniej co zrobić, aby pustki nie były widoczne. Michał Białoński z Interii.pl zalecał stworzyć z kolorowych krzesełek fantazyjne wzory, tak jak to zrobili - również na Euro- Portugalczycy. Wówczas puste miejsca tak nie rażą.

Na Wiśle oczywiście tak nie zrobili (w Krakowie jesteśmy jednak sztywniakami) i smutny to widok, kiedy w telewizji jawią się czerwone i niebieskie puste placki.

To od piłkarzy i ich wyników będzie teraz zależało, czy kibice tłumnie powrócą na stadion Reymana.

Choć tak naprawdę powinno być odwrotnie. To kibice powinni wypełniać go do ostatniego miejsca bez względu na wyniki.

Źródło: wisla.krakow.pl

sobota, 15 października 2011

Po przeczytaniu informacji o zawieszeniu przez UEFA Wayne'a Rooneya przypomniała mi się pewna bodaj rodem z Czech reklama.

Na meczu piłkarskim zawodnik, nietrafiony przez rywala, dramatycznie pada na murawę, zwijając się z bólu. Podbiega masażysta, wyciąga lakier do włosów i grzebień i poprawia mu fryzurę. Piłkarz po doprowadzeniu do porządku jego blond czupryny z uśmiechem wstaje i wraca do gry.

A potem napis: Futbol jest dla dziewczyn. Wybierz rugby.

Trzy mecze kary dla Rooneya to gruba przesada w momencie, gdy równocześnie UEFA i FIFA nie karzą symulantów. A takich w dobie rozwijającej się telewizji widać jak na dłoni.

Dlaczego karze się piłkarza, który w ferworze walki na kilka sekund stracił nad sobą panowanie i kopnął rywala bez piłki, niczego mu nie łamiąc? Dlaczego zaś płazem uchodzi teatralny upadek po ledwie szturchnięciu palcem w ramię?

Jeśli chodzi w tym wszystkim (a ponoć chodzi) o to, by walczyć z futbolowym chamstwem, to zakrawa to hipokryzję. Proszę posłuchać, co Wojciech Szczęsny mówi o futbolowych kulisach prosto z boiska. Piłka nożna nie jest czystą grą - kwituje polski bramkarz.

Ok, zgodzę się, że UEFIE chodzi o, aby w telewizji nie było widać chamskich zachowań. Wszak mecze ogląda młodzież, która nie powinna robić tego samego na podwórku. Zaś tego, co mówią do siebie piłkarze w telewizji, nie słychać.

Ale równocześnie młodzież widzi jak w haniebny sposób może oszukiwać. Haniebny dla mężczyzny, bo piłka nożna to chyba jedyny sport, gdzie zachowywanie się jak panienka przynosi facetowi korzyść...

Czerwona kartka dla Wayne'a Rooneya - mecz Czarnogóra-Anglia, 7.10.2011

sobota, 08 października 2011

To był niezwykły obrazek. Anglicy, którzy właśnie awansowali do Euro ze spokojem opuszczają boisko. Zaś Czarnogórcy szaleją, mimo że przed nimi jeszcze baraże.

Spotkanie w Podgoricy pokazało kilka książkowych różnic między tak zwaną futbolową ekstraklasą, a tak zwaną futbolową klasą nieco niższą.

Nie chodzi oczywiście o to, że Fabio Capello był lepiej ubrany od awaryjnie powołanego na pierwszego coacha Branko Brnovicia, a obiekt w Podgoricy nie jest londyńskim Wembley.

W takich meczach umiejętności biją się z romantyzmem. Czarnogórcy na fali, pełni wiary i optymizmu, a dodatkowym ich atutem może być od kilku lat niepewna forma Anglii.

I już w 11. minucie rywale z zimną krwią wykorzystują okazję. A po jakimś czasie drugą. Tym się różnią wysokie umiejętności od chęci (przeżyła to przecież nieraz i nasza kadra w meczach z wyspiarzami, a ostatnio z Niemcami).

Ale kiedy Czarnogórcy strzelili gole w ostatnich minutach pierwszej i drugiej połowy - to pokazali, że chęci i ambicje czasem potrafią przewyższyć umiejętności. I dlatego czasem w futbolu mamy niespodzianki.

Anglicy nie okazali radości, bo dla nich awans na Euro był obowiązkiem jak zdobywanie kompletu punktów z drużynami z ostatniego koszyka. Tego wymagała od nich cała Anglia.

I tu kolejną przewagę ma tak zwana piłkarska klasa niższa. Czarnogórcy stanęli na głowie, by w piątkowy wieczór urwać choćby punkt, bo awans do Mistrzostw Europy byłby największym sukcesem w krótkiej historii tego kraju. 

Anglicy czekają co najwyżej na puchar, ale taka okazja zdarza się raz na dwa lata (mundial i Euro). Czarnogórców będzie szalenie cieszyło każde zwycięstwo w eliminacjach. Bo może niekoniecznie jest ono planowane.

Innego przykładu nie trzeba szukać daleko. Zupełnie inaczej grała polska reprezentacja, gdy od 16 lat nie byłą na żadnej dużej imprezie.

Po w miarę regularnych występach na MŚ 2002 i 2006 i Euro 2008 szczególnej pasji nie widać. Tym bardziej, że piłkarze tym razem występ na Euro dostali za darmo.

Na romantyczną postawę podobną do czarnogórskiej możemy jeszcze liczyć podczas samego turnieju.

Bo jeśli mówimy o historycznych chwilach, to piłkarskie Mistrzostwa Europy w Polsce wciąż wydają mi się snem. Tak jak Czarnogórcom snem wydaje się awans.

13:18, m-skowronek , Euro 2012
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 sierpnia 2011

Piłka nożna nie jest czystą grą - Wojciech Szczęsny, bramkarz Arsenalu Londyn, w programie Kuba Wojewódzki.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31