Blog sportowy Macieja Skowronka
poniedziałek, 27 marca 2017

To był piękny widok: cała drużyna, ze Stefanem Horngacherem na czele, z całym sztabem, na podium wznosi puchar tak jak się to robi na piłkarskich Mistrzostwach Świata, Euro i w Lidze MIstrzów.

Bo czemuż skoki naraciarskie miałyby być gorsze?

Okej, tę dyscyplinę ogląda pięć krajów "na krzyż". Ale 70 tysięcy ludzi w Planicy na finale sezonu (nie w Zakopanem) robi swoje.

Przybijanie "piątki" spodnią częścią pięści przez Hrongachera i Sobczyka powoli wchodzi do powszechnego użycia.

Miło jest widzieć w roli trenera gościa, którego kiedyś widziało się na skoczni, wśród najlepszych. Jest tak, że wszyscy chcą u nas pracować.

Po prostu się doczekaliśmy kolejnej dyscypliny, w której możemy być uznawani za najepszych.

I dobrze że Adam Małysz porzucił rajdy i zajął się tym, co trzeba. I że jest w tym wszystkim głosem rozsądku, bo ostrzega: ta drużyna nie będzie skakała wiecznie.

To jest jedyny kłopot, z którym sportowa Polska jeszcze sobie nie radzi. Tworzenie odpowiednio wcześnie następców...

FIS

czwartek, 09 marca 2017

 No to teraz już wiecie, za co kochamy futbol i inne dyscypliny.

Nie wiem czy to większa rzecz niż osławiony mecz Manchesteru United z Bayernem z 1999 roku. Bo tamto to jednak był finał Ligi Mistrzów.

To jest właśnie odpowiedź na Wasze zdziwienie - dlaczego na stadion przychodzi 50, 60, 70 czy 80 tysięcy widzów. I dlaczego telewizje płacą gigantyczne kwoty za prawa do transmisji. Bo wszyscy oni wiedzą, że może być właśnie tak jak we wtorek na Camp Nou.

Albo w meczu Polska-Norwegia w piłce ręcznej w 2009, kiedy biało-czerwoni na półtorej minuty przed końcem przegrywali z Norwegią 28:30 i... wygrali rzucając decydującego gola w ciągu "jednej Wenty".

Albo w siatkówce, kiedy przegrywając w setach 0:2 można wygrać 3:2 długo bijąc się w tie-breaku na przewagi.

Albo w koszu, gdzie decydujący rzut pada często wraz z końcową syreną.

Pewnie nawet to Was nie przekonuje i pewnie nadal będziecie uważali, że trochę zbyt serio do tego podchodzimy.

Otóż niekoniecznie. Sport to tylko rozrywka. Taka jak film, teatr czy muzyka. Jedni chodzą do kina, do filharmonii, inni chodzą na stadion i oglądają zawody w telewizji. Zawodowi sportowcy dostają pieniądze dokładnie tak samo jak aktorzy (fakt, może czasem za dużo, ale to już temat na inną dyskusję). 

Różnica jest tylko taka, że aktorzy odgrywają role, a sportowcy robią to naprawdę...

Mecz Polska-Norwegia, 1/4 finału MŚ 2009 

 

 

poniedziałek, 06 marca 2017

 

Jak dla mnie może tak zostać. Może to mało ambitne, ale poziom osiągnięć zawsze jest do ustalenia. Sukcesem może być pobicie rekordu życiowego na biegu masowym (zajmując w nim równocześnie 3856. miejsce i 1260. w swojej kategorii), a w tym przypadku niech będzie to dominacja w Europie. Mimo że w świecie nie ma to najmniejszego zdarzenia, bo świat to już inna bajka.

Pytanie czy taka, jakiej byśmy chcieli. Czy nie lepiej podziwiać prawdziwych ludzi, a nie stworzonych nie do końca w wiadomych okolicznościach gigantów...?

Dodałbym jeszcze walory estetyczne, ale przed Dniem Kobiet nie chciałbym podkręcać niewłaściwych emocji.

Choć pamiętajmy, że mamy też najlepszą na świecie Anitę Włodarczyk, a do tego wciąż działa Małachowski, a taki Fajdek to może zdziałać jeszcze więcej. Więc i wśród gigantów jest nieźle.

Może więc dlatego najlepsza na świecie drużna skoczków nie wyszła do kibiców po powrocie z MŚ w Lahti? Może chcieli przez to powiedzieć: nie jesteśmy jedyni, których należy nosić na rękach...?

BELGRADE_2017

www.belgrade2017.com

MEDALE_BELGRAD

www.belgrade2017.com

niedziela, 08 stycznia 2017

Tak, też uważam, że to był bardzo dobry wybór.

Oszczepniczka Maria Andrejczyk zachwyca nie tylko wdziękiem i urodą, ale też niezwykłym charakterem i elokwencją. Umiejętności sportowe pomińmy, bo bez nich w ogóle byśmy o tym nie rozmawiali.

Tacy ludzie nas inspirują i podbudowują na duchu. Pokazują, że sport jest czymś więcej, niż - jak to określa mój redakcyjny kolega - "zaraz po redakcji rolnej". Że właśnie tam są ludzie z umysłami artystów. I że są godni naśladowania.

Maria Andrejczyk na igrzyskach w Rio była jednym z wielu polskich sportowych zachwytów (mimo że bez sukcesów), ale jej nie znaliśmy. I dlatego jest odkryciem.

W interesującym wywiadzie dla Weszło.com przyznaje między innymi, że po występie na igrzyskach (a właściwie to w telewizji) miała sporo propozycji różnej maści, także od mężczyzn.

Po raz drugi Polska sobie o niej przypomniała przy okazji plebiscytu Przeglądu Sportowego i TVP.

Miejmy nadzieję, że następne będą jakieś mistrzostwa świata lub Europy.

We wspomnianej rozmowie ta fantastyczna sportsmenka dodaje, że jak odniesie medalowy sukces na wyższych levelach, to na pewno woda sodowa nie uderzy jej do głowy, bo ma odpowiednich ludzi, którzy na to nie pozwolą. I że ma możliwość odcięcia się od świata.

Pani Mario! Nie będzie takiej potrzeby! "Królową sportu" wciąż wszyscy lekceważą na tyle, że będzie Pani miała spokój.

Jak Pani zdobędzie medal, to trzeba będzie jedynie przeżyć trzy pierwsze dni, kiedy przyjadą do Pani rodzinnej miejscowości, porozmawiają z wychowawczynią, zajrzą do dziennika z ocenami, być może pójdą na trening drużyny siatkarskiej, w której pani grała, a potem zapomną, jak o Pawle Fajdku.

I obawiam się, że tak jak Fajdkowi się nie udało, Tomaszowi Majewskiemu wcześniej też nie, a nawet Anicie Włodarczyk - nie wskóra Pani nic w kierunku poprawy warunków do trenowania dyscyplin lekkoatletycznych.

Dobrze, że jeszcze rozsądek w ludziach nie gnie, więc podobnie jak Anita zostanie Pani kiedyś Sportowcem Roku. Do tego jednak muszą być prestiżowe zwycięstwa, bo inaczej zostaje tylko odkrycie...

piątek, 30 grudnia 2016

Cieszę się na każdy Turniej Czterech Skoczni, mimo że konkursy prawie nie różnią się od tych zwykłych. A wolnego między świętami a Nowym Rokiem też już nie mam.

Jedynie konkurs noworoczny w Ga-Pa ma znamiona świątecznego. Ale sentyment z czasów beztroskich pozostał.

Wciąż najbardziej mi szkoda, że skoki zaczęto organizować wieczorem, przy sztucznym świetle. Odeszła przez to dziecięca magia i wspomnienia, że Turniej Czterech Skoczni i konkursy w Zakopanem (innych przed erą Małysza telewizja nie transmitowała) zawsze jest o świętej godzinie 13.45.

Na sanki i do lepienia bałwana też wychodziło się za dnia, więc naturalnie śnieg kojarzył się z jasnością.

Oczywiście, zdarzały się problemy. Jak się miało więcej niż 5 lekcji (a w liceum już się miało), to obejrzenie konkursów w Innsbrucku i Bischofschofen było zagrożone. Trzeba było kombinować. I było kombinowane.

Czasem też wikary wyznaczył chodzenie po kolędzie. Wtedy trzeba było albo dyskretnie zaglądać jak tam skoczkom idzie, albo przysiąść z gospodarzem i poprosić o zrelacjonowanie zawodów.

Bo Turniej Czterech Skoczni wszyscy oglądali, nawet jak nasi nie wygrywali. Trzymaliśmy kciuki, żeby któryś załapał się do "30". I nie chodziło wtedy o Małysza, tylko o Wojtka Skupnia i Roberta Mateję. Bo - drodzy młodsi koledzy - było tak, że Małysz był od nich słabszy!

Człowiek za tym tęskni, bo tęskni za młodością. Organizatorzy TCS zafundowali nam zatem system KO, czyli rywalizację par skoczków, w której przegrywający odpada.

To tak, żeby nam starszym zrekompensować wspomnienia, które nie wrócą. I żebyśmy mieli dodatkowe, inne niż przy pozostałych konkursach emocje.

 

4hills

źródło: en.wikipedia.org

 

  

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 136
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Tagi
zBLOGowani.pl