Blog sportowy Macieja Skowronka
czwartek, 19 listopada 2009

Pierwsze zwycięstwo nowego trenera z przeciwnikiem takim jak Kanada, jest wyczynem niespecjalnie godnym ekscytacji. O randze tego spotkania niech świadczy fakt, że na mecz w Bydgoszczy nie akredytował się żadnen kanadyjski dziennikarz!

W czasie telewizyjnej transmisji piłkarska ignorantka zapytała: A dobrze gra ta Kanada?

Jej kolega odpowiedział: Grają w piłkę mniej więcej tak jak my w curling...

06:55, m-skowronek
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 listopada 2009

Jestem zwolennikiem luzu na antenie. Zwłaszcza w telewizji sportowej. Doceniam brak kompleksów u kolegów z Canal+. Gdy polskie siatkarki zdobywały w 2003 roku mistrzostwo Europy, trwał ważny mecz polskiej ekstraklasy. Komentatorzy nie omieszkiwali na bieżąco podawać wyniku z Turcji, mimo, iż spotkanie finałowe transmitował Eurosport. I nie sądzę że zadziałała tu tylko i wyłącznie pasja do siatkówki redaktora Laskowskiego, który owy polski mecz ligowy komentował.

Niedawno zaś panowie z Ligi Plus Ekstra z rozbrajającą szczerością stwierdzili: Zdajemy sobie sprawę, że przegrywamy z siatkarzami. Nasi też wtedy grali finał siatkarskiego Euro.

Nawet moja żona w zeszły poniedziałek pozytywnie zareagowała, kiedy panowie z nSport wywołali Sergiusza Ryczela Witaj Sergio.

Sergio w swej relacji mocno skrytykował organizację pierwszego zgrupowania reprezentacji Franciszka Smudy. Nie było formalnego rzecznika, ktory pomagałby dziennikarzom wykonywać swoje obowiązki w czasie pobytu w Grodzisku. Do podstawowych kontaktów z mediami miał być wytypowany... magazynier. Redaktor Ryczel mocno sie temu dziwił. A może po prostu ta sytuacja świadczy o tym, że polska piłka wreszcie znalazła się tam, gdzie jej miejsce?

Mimo to z zadziwiającą uwagą, sympatią i nadzieją wszyscy oczekują debiutu Franciszka Smudy. Trochę dlatego, że odnosi się on z sympatią do dziennikarzy, w przeciwieństwie do Leo Beenhakkera (mój Boże, jak to miło wrócić do dobrych czasów po trzech latach!). Zapytał ich nawet, jak ma się ubrać. Ci namówili go na garnitur. Z niecierpliwością oczekuję nowych szat trenera. Widok Smudy w garniturze - bezcenne.

16:06, m-skowronek
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 października 2009

Że w polskiej piłce reprezentacyjnej wraca stare - czyli takie sprzed 10-15 lat - już powoli wiemy.

A że powoli - to jeszcze nie do końca. Dlatego jeszcze dziwią mnie mnie wypowiedzi Antoniego Piechniczka, choć może już nie powinny.

Najbardziej przeraża to, że w wywiadzie dla Sport.pl prezes Piechniczek wydaje się mówić całkowicie poważnie.

Najpierw cieszy się, że ze słabymi jak nigdy Czechami zagraliśmy JAK RÓWNY Z RÓWNYM przez JEDNĄ POŁOWĘ.

Potem rozpiera go duma, że w tej jednej połowie mieliśmy OSIEM RZUTÓW ROŻNYCH, a każdy z nich był bity INACZEJ, choć powodzenia rzecz jasna nie przyniósł.

Następnie pociesza się, że wprawdzie odpadliśmy, ale Czesi też odpadli.

Należy się poza tym cieszyć, że reprezentacja robi postępy. Ze Słowenią straciła trzy gole, a z Czechami tylko dwa. No a poza tym, ze Słowenią straciła już do przerwy. Z Czechami zaś dzielnie utrzymaliśmy 0:0 do przerwy...

Jeszcze niedawno Piechniczek przywoływał sukcesy kadry sprzed 27 lat. Teraz nie wypadało, więc postanowił wrócić do czasów swojej ostatniej, a nie pierwszej, przygody z kadrą.

Oto wówczas reprezentacja doznała honorowej porażki z Anglią na wyjeździe (1:2), wygrała z Mołdawią u siebie 2:1, osiągnęła niebywały sukces remisując u siebie z Włochami (0:0), by potem przegrać z nimi na wyjeździe (0:3), a na do widzenia trenerowi Piechniczkowi przegrała z Anglią 0:2.

Wówczas postęp był identyczny. Tylko rywale trochę lepsi...

Prezes Piechniczek zachowuje zatem pogodę ducha mimo, że jest gorzej niż wtedy, kiedy było źle...

20:49, m-skowronek
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 października 2009

Stefan Majewski nic się nie zmienił. Kiedy trenował Cracovię, to też zdarzało mu się po spotkaniu bez punktów (albo z punktem, ale bez gola) mówić: Uważam, że rozegraliśmy dobre spotkanie.

Uśmiechaliśmy się wtedy z kolegami dziennikarzami. Kibice Cracovii natomiast, nienawidzący Majewskiego jak nikogo przedtem, dostawali przysłowiowego jobla.

Teraz, po meczu z Czechami, na dźwięk tych słów uśmiechają się absolutnie wszyscy...

16:28, m-skowronek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 października 2009

Wspaniałe, efektowne zwycięstwo z Rosją i kolejne (daj Boże) z Bułgarią mogą polskim siatkarkom nie dać awansu do półfinału Mistrzostw Europy. Brzmi to absurdalnie, ale niestety: brzemię dwóch przegranych setów (w wygranym meczu!) z Hiszpanią będzie się wlokło za nami do końca.

Mój kolega redakcyjny wymyślił teorię, która może sprawić, że będące pewne awansu Holenderki nie odpuszczą meczu z grającą z nożem na gardle Rosją.

Otóż dzięki wygranej Pomarańczowe pozbędą się Rosji z walki o medale. Lepiej chyba spotkać się w finale z Polską, którą do tej pory regularnie tłukły po 3:0.

Poza tym dziwne kalkulacje czasem nie popłacają. Kiedyś Andrzej Niemczyk i jego ekipa dali się pokonać Azerkom w kwalifikacjach do Igrzysk 2004. Chodziło o to, aby w dalszej fazie nie trafić na Włochy. Dziewczyny zagrały z Turcją, przegrały i w Atenach ich nie zobaczyliśmy.

Warto tę historię podopiecznym Avitala Selingera przypomnieć...

06:33, m-skowronek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 września 2009

Dlaczego selekcjonerem naszej piłkarskiej reprezentacji powinien być Polak? Bo z polskimi trenerami właśnie odnosiliśmy największe sukcesy. Tak twierdzi Grzegorz Lato i brzmi to nawet sensownie.

Dwa trzecie miejsca na Mistrzostwach Świata, trzy występy na innych mundialach i olimpijskie srebro w 1992 (tych medali z czasów komuny nie liczę, bo wszyscy wiemy, jak wyglądała "amatorskość" naszego zespołu), to dorobek polskich trenerów - Górskiego, Gmocha, Piechniczka, Wójcika, Engela i Janasa.

Grzegorz Lato zapomniał jednak, że równocześnie, także za sprawą polskich trenerów, nasza drużyna nie pojechała na Euro '88 (Łazarek), MŚ '90, Euro '92 i MŚ '94 (Strejlau), Euro '96 (Apostel), MŚ '98 (Piechniczek), Euro 2000 (Wójcik) i Euro 2004 (Boniek).

Nie będę się czepiał w swych sądach i wynik ten określę jako porównywalny.

poniedziałek, 14 września 2009

Tutaj, lub jak kto woli poniżej, pisałem o piosence Białe Orły, którą Pudelsi stworzyli, by zagrzać do boju polskich piłkarzy.

Miało pomóc z Północną Irlandią, miało pomóc ze Słowenią, a później w każdym kolejnym meczu.

Teraz nie pozostaje nic innego, jak napisać kolejną wersję Mundialeiro.

sobota, 05 września 2009

Pudelsi nagrali na polskich piłkarzy piosenkę, która ma im pomóc i dodać wiary przed meczami z Irlandią Północną i Słowenią. Zresztą zagrzewać ma także i przy innych okazjach, bo tekst jest jak najbardziej ponadczasowy.

11 lat temu, na Mistrzostwa Świata we Francji, zespół Del Amitri przygotował dla reprezentacji Szkocji balladę pod tytułem "Nie wracajcie zbyt wcześnie". Piosenka piękna, ale w kontekście drużyny jadącej na mundial wyszła groteskowo. To oczywiste, że jeśli pieśń ma zagrzać do boju, to musi kipieć z niej energia zwana też "powerem".

Za sprawą grupy wywodzącej się z nurtu punkowego, wreszcie i my doczekaliśmy się czegoś takiego. Piszę "wreszcie", bo poprzednie utwory, które starały się pełnić wspomnianą rolę, może groteskowo nie wyszły, ale wartością muzyczną także nie grzeszyły (weźmy chociażby dziwadło w wykonaniu Brathanków na MŚ'2002, na melodię "Hej, sokoły"). A i energii było raczej tyle, co w baterii zwykłej, nie zaś alkaicznej.

Moment wydania singielka "Białe Orły" pokazuje jednak smutną prawdę o polskim futbolu. Dotychczas piosenki dla dodania otuchy pisano tuż przed Mistrzostwami Świata. Tym razem utwór powstał już w trakcie eliminacji...

Pudelsi "Białe Orły"

Del Amitri "Don't Come Home Too Soon"

sobota, 29 sierpnia 2009

ibic piłkarski, przebywając na wakacjach, nie może nie pójśc na mecz drużyny z miasta, w którym się zatrzymał.

Angielskie Morecambe zauroczyło mnie od pierwszego wejrzenia. Zaraz potem padło pytanie - czy mają tu klub i w jakiej lidze gra.

Odpowiedź była prosta - Morecambe Football Club. Klasa rozrywkowa wrażenia nie zrobiła - League Two, czyli odpowiednilk polskiej czwartej ligi. A przydomek - cokolwiek słodki: Shrimps, czyli Krewetki.

Podczas pierwszego pobytu w Morecambe, zdążyłem jedynie przyjrzeć się stadionowi. Jak na warunki angielskie nic specjalnego. Inaczej jak na warunki polskie. Takie obiekty widzi się u nas na pewno na pierwszej lidze. A i na ekstraklasie wciąż jeszcze nierzadko.

Wkrótce jednak stary, poczciwy Christie Park, zostanie zamieniony na nowoczesną arenę po drugiej stronie miasta.

- Grają dobrze, to im budują stadion - tłumaczy mój kolega, który na budowie pracuje jako ochroniarz, więc nowa arena będzie powstawała na jego oczach.

Krewetki na Christie Park grają ostatni sezon. Proces pożegnania ze starym stadionem okrzyknięto hasłem "The End of the Era".

Pięknie się złożyło, że moja wizyta na ich meczu przypadła akurat na inaugurację pożegnalnego z Christie Park sezonu. Morecambe zremisowało ze spadkowiczem z Hereford 2:2. Wyrównującą bramkę stracili w doliczonym czasie, a ja po meczu humor miałem dziwnie kiepskawy...

Michał Okoński z Tygodnika Powszechnego napisał kiedyś, od czego zaczęła się jego fascynacja londyńskim Tottenhamem. Mój znajomy kibicuje Manchesterowi City tylko dlatego, że jego ulubionym kolorem jest błękit.

Ja zostałem sympatykiem Krewetek z równie banalnych powodów. Bo dobrze kojarzy mi się miasto. Bo to pierwsza wizyta w Anglii, bo uliczki i domy są takie, jak na obrazkach w telewizji. W serialu "Co ludzie powiedzą" i w Monty Pythonie. Bo fascynuje mnie sposób, w jaki działa zespół czwartoligowy w Anglii. W swoim rodzinnymi mieście mam klub z czwartego frontu. W najlepszym razie wypuścili proporczyki na jubileusz 75-cio lecia.

Krewetki mają profresjonalny sklepik klubowy - niewiele słabiej zaopatrzony od "Pasiastego Sklepu" i "Wiślackiego Świata" Wisły i Cracovii.

Na mecz omal się nie spóźniłem. Chcąc kupić koszulkę stałem w sporej kolejce małych i dużych kibiców, chcących na inaugurację wystąpić na czerwono.

I wreszcie ostatni powód. To właśnie tak nisko notowane kluby kojarzą mi się z angielską piłką. Kiedy zaczynała się moja fascynacja angielskim futbolem - poznawałem takie zespoły takie jak Crystal Palace, Nottingham Forest czy Queens Park Rangers (obecną Wielką Czwórkę znało się od zawsze). Wszystkie kiszą się teraz nisko, ale we własnym, czysto angielskim sosie.

Arsenal, Liverpool FC, oba Mancherstery, Chelsea i cała reszta, są już markami ogólnoświatowymi. Nawet nazwy ich brzmią jakoś tak ogólnonarodowo...

Aby poczuć angielskość - trzeba zejść najlepiej poniżej Championship. Tam szalenie trudno spotkać w składzie piłkarza, który nie jest Anglikiem...

FC Morecambe w pięciu meczach w tym sezonie zanotował trzy remisy i dwie porażki.

Wszystko wskazuje na to, że będę kibicem romantycznym...

piątek, 21 sierpnia 2009

Od kolegi Pawła Ulbrycha wiele się nauczyłem. Proste, krótkie i trafne rady były bezcenne. Korzystam z nich do dziś. Przy okazji Paweł przypomniał mi, że patriotyczne wypowiedzi na antenie są nie tylko ukłonem w stronę ojczystej mowy, ale i dowodem wyższej kultury językowej i mniejszej ignorancji, w porównaniu z innymi gadającymi w radiu i telewizji...

Dzięki Pawłowi dowiedziałem się, że rumuńskie miasto Galati (choć poznana niedawno przeze mnie Rumunka wymawia jakby z rosyjska - Galat') to po polsku Gałacz. Paweł - wówczas współpracowałem z nim w Polskim Radiu - nie wyobrażał sobie, aby można było wymawiać tę nazwę inaczej.

Miasto cała Polska poznała za sprawą tamtejszych siatkarek, które rywalizowały z naszą Fakro Muszynianką w Lidze Mistrzyń. W oficjalnych, angielskich publikacjach było napisane Metal Galati i wszyscy dziennikarze to powtarzali. Nie inaczej było ze mną.

Wydaje się, że tylko Paweł coś o tym mieście wiedział...

- Zmroziło mnie, jak usłyszałem Galati - powiedział

Historyjka przypomniała mi się przy okazji dyskusji na temat właściwej wymowy FC Brugge. Odkąd pamiętam - wszyscy w Polsce mówią "FC Briż", a tymczasem koledzy z Wyborczej ujawniają, że za wymowę z francuska można dostać w papę, bo we flamandzkiej części Belgii tak mówić się nie godzi.

Cała telewizyjno-radiowa Polska winna mówić "Ef Si Bryhe", a więc dość radykalnie się przestawić.

A czy nie wystarczy po prostu "Brugia"...?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38